Perfekcjonizm blokuje rozwój firmy w sposób, którego często nie widać gołym okiem.
Wyobraź sobie, że ktoś proponuje ci zakład. Rzut monetą – orzeł i wygrywasz 200 złotych, reszka i tracisz 100. Matematycznie to świetna oferta, oczekiwana wartość jest dodatnia i każda racjonalnie myśląca osoba powinna powiedzieć: biorę.
Większość ludzi mówi: nie, dziękuję.
Daniel Kahneman dostał za to Nobla. Przez lata badał, jak podejmujemy decyzje, i odkrył coś, co wywróciło ekonomię do góry nogami – nasz mózg wycenia stratę dwa razy mocniej niż zysk tej samej wartości. Nie jesteśmy racjonalni. Jesteśmy zaprojektowani, żeby unikać bólu, nawet jeśli ten ból jest tylko możliwy, tylko hipotetyczny, tylko wyobrażony.
I właśnie dlatego boimy się błędów bardziej, niż nam się opłaca.
Poznałam to na własnej skórze. Ile razy mówiłam sobie nie, to nie dla mnie – zanim w ogóle spróbowałam? Ile razy chowałam pomysł do szuflady, bo a nuż wyjdzie źle, bo co to będzie, bo może jeszcze nie teraz, albo co ludzie powiedzą…
Ale jest w tym coś jeszcze. Coś, czego sam strach przed stratą nie wyjaśnia w pełni. Bo gdyby to był tylko strach – można by go przepracować, nauczyć się kalkulować ryzyko, oswoić niepewność. A jednak większość z nas, nawet gdy wie, że błąd to naturalna część procesu, nadal go unika. Drętwieje, odkłada, wybiera bezpieczny schemat.
Dlaczego?
Odwaga to nie przepis na sukces – jest nim coś innego
Myślałam, że problem leży w odwadze i że po prostu trzeba być odważniejszą osobą.
Byłam w błędzie.
Pamiętam, jak rzuciłam bezpieczną pracę w urzędzie i zdecydowałam się na coś zupełnie nowego – zdalnie, po angielsku, dla amerykańskiej firmy, z ludźmi, których znałam tylko z ekranu. Znajomi kręcili głowami – nierozwaga, czasy niepewne, a ona rezygnuje ze stałej i jakże ciepłej posady. Nie czułam wtedy odwagi. Czułam panikę i ciągłe pytanie w głowie: jak ja sobie z tym poradzę? Potem przyszła pandemia, ogólny lęk i niepewność, które zwielokrotniły to wszystko. A mimo to wszystko wyszło na dobre.
Odwaga nie była przepisem. Przepisem było coś innego – i żeby to zobaczyć, musimy najpierw zrozumieć, skąd w ogóle bierze się ten paraliż. A tu robi się naprawdę ciekawie, bo naukowcy sprawdzili, co dzieje się w mózgu dokładnie w chwili, gdy popełniamy błąd. I wyniki były zdumiewające.
Co nauka mówi o uczeniu się na błędach
Carol Dweck z Uniwersytetu Stanforda przez lata badała, jak ludzie reagują na własne pomyłki – dosłownie na poziomie aktywności neuronalnej. Odkryła, że u jednych osób po popełnieniu błędu mózg po prostu gasi światło, aktywność spada i umysł odwraca wzrok, jakby błąd w ogóle nie istniał. U innych zapala się jak choinka – nie dlatego, że lubią porażki, ale dlatego, że ich mózg traktuje błąd jak informację, angażuje się, przetwarza i uczy. Dweck nazwała to growth mindset, nastawieniem na rozwój, i pokazała, że to nie jest cecha charakteru, z którą się rodzisz. To nawyk, który można zbudować. Pamiętam jak po jedynce z historii, zaparłam się i powiedziałam „ja Ci jeszcze pokażę”.
Jest jednak haczyk. McKinsey przebadało tysiące pracowników w setkach firm na całym świecie i wyniki mówiły same za siebie – pracownicy w organizacjach uznawanych za innowacyjne są aż jedenaście razy bardziej skłonni powiedzieć, że błąd jest tu akceptowalny. W pozostałych firmach strach przed konsekwencjami potknięcia jest trzy i pół raza silniejszy. To nie jest kwestia charakteru poszczególnych ludzi, lecz środowiska, które budujemy wokół siebie – albo które budują wokół nas.
Firmy takie jak Pixar budowały swoją przewagę dokładnie na tej zasadzie – zatrudniały najlepszych specjalistów i dawały im przestrzeń na eksperymentowanie i popełnianie błędów. Większość organizacji działa jednak odwrotnie.
Widziałam to na własne oczy. Szef, który deklaruje otwartość na krytykę – ba, nawet do niej zaprasza! Ale kiedy ktoś się wreszcie odzywa, jego ton twardnieje, tempo mówienia przyspiesza, a odpowiedź jest niby merytoryczna, choć każdy w pokoju czuje jedno – lepiej następnym razem siedzieć cicho. I siedzą. Wszyscy. Żadnych nowych pomysłów, żadnych eksperymentów, żadnego Pixara.
Ale to wciąż tylko połowa zagadki. Druga połowa dotyczy tego, co robimy już po tym, gdy błąd się wydarzył.
Refleksja czy ruminacja – czym różni się zdrowe myślenie o błędach
Czy zdarzyło ci się leżeć w nocy i odtwarzać w głowie tę jedną scenę – ten e-mail wysłany za szybko, tę decyzję, której nie podjęłaś, tę rozmowę, po której zostało tylko a mogłam powiedzieć inaczej? To nie jest refleksja. To ruminacja. A jest między tymi wyrażeniami ogromna przepaść.
Jak perfekcjonizm prowadzi do wypalenia – i jak z tego wyjść
Broomhall i współpracownicy przeanalizowali dziesiątki badań dotyczących żalu i wniosek był jednoznaczny – żal sam w sobie nie jest problemem. Problemem jest pętla. Żal odpala samokrytykę, samokrytyka nakręca żal, mózg wchodzi w tryb replay i już nie wychodzi. I właśnie to, nie sam błąd ani samo potknięcie, koreluje z depresją, lękiem i poczuciem stagnacji.
Ja też to czułam. Żal mnie nie napędzał, trzymał w miejscu i nie dawał oddychać. Rozpamiętuję i martwię się – to nie jest praca nad sobą, to kręcenie się w kółko bez wyjścia.
Wyjście znalazłam nie przez to, że stałam się bardziej odważna ani bardziej racjonalna. Znalazłam je, gdy zaczęłam patrzeć na siebie łagodniej. Kiedy przestałam wymagać od siebie perfekcji, nagle łatwiej mi było podjąć nowe wyzwanie, dla którego jeszcze nie byłam gotowa. Dałam sobie czas na naukę i błąd przestał być wyrokiem – stał się krokiem.
Właśnie o tym mówiła Dweck. Nie o tym, żeby nie bać się błędów, ale żeby traktować je jak dane, jak informację zwrotną, jak kolejny krok na drodze, którą sama wybrałaś.
Lęk przed porażką w biznesie
Jedna z moich klientek trafiła do mnie z wypaleniem zawodowym – bolało ją ciało, wstawała rano bez chęci do czegokolwiek. Kiedy zaczęłyśmy rozmawiać, okazało się, że przez lata nie pozwalała sobie na żaden błąd, zero eksperymentów, zero ryzyka, tylko powtarzanie bezpiecznych schematów, które powoli ją wykańczały. Właśnie tak perfekcjonizm blokuje rozwój firmy – nie brakiem pomysłów, lecz brakiem zgody na eksperyment.
Potrzebowała zgody na niedoskonałość – i czegoś jeszcze: zamiany lęku przed błędem na ciekawość wobec niego. To subtelna, ale ogromna różnica. Lęk pyta: co się stanie, jeśli mi nie wyjdzie? Ciekawość pyta: czego się dowiem, jeśli spróbuję? Lęk zamraża. Ciekawość wprawia w ruch.
Zaczęłyśmy od małych rzeczy – drobnych decyzji, drobnych eksperymentów, na które pozwalała sobie bez oceniania wyniku. Nie po to, żeby za każdym razem wychodziło dobrze, ale żeby przekonać się, że nawet gdy nie wychodzi – nic się nie wali. Że błąd to nie wyrok, tylko informacja. I powoli, krok po kroku, wróciła do siebie.
Czy naprawdę warto żałować błędów? Może nie – może warto wyciągać z nich wnioski i traktować jako drogowskazy. Jest jednak jeden filtr, przez który możesz przepuścić każdy żal i od razu zobaczyć, czy to refleksja, czy tylko kręcenie się w kółko. Zadaj sobie cztery pytania:
Czy ten żal mi służy? Czy dzięki niemu osiągnę swoje cele? Czy dzięki niemu czuję się lepiej? Czy poprawia moje relacje z kimkolwiek?
Jeśli na wszystkie cztery odpowiedź brzmi nie – odpuść. Masz do tego pełne prawo.
Znajdź odpowiednio mały rower, załóż ochraniacze i jedź! To jedyna metoda, żeby się nauczyć. Szukaj ludzi, którzy mogą Cię wesprzeć – to bardzo ważne.
Jak zwykle zapraszam cię na wspólne refleksje i rozmowy na coachingowych spacerach. W ruchu, w naturze i w ciszy łatwiej otworzyć się na siebie – i przestać żałować.


No responses yet