Gdy ponad 2 lata temu zostałam coachką wyposażyłam się w całą zbrojownię narzędzi: do produktywności, do lepszego snu, do zarządzania sobą w czasie, do szukania swojej pasji, do określenia swoich talentów, wartości i predyspozycji, do lepszego komunikowania, do określania swojej przyszłości, mapy, cytaty, naklejki, karty, gry i matryce.
Nie pobłądziłam. Wtedy myślałam, że to ważne.
Zresztą to JEST pomocne.
Ale zacząć trzeba od czegoś innego
Od pokochania siebie. Od znalezienia radości w byciu sobą. Od zaakceptowania tego kim jesteśmy, skąd przyszliśmy, co dało nam siłę, co nas ukształtowało. Od polubienia tego małego człowieka w naszym środku. Którego w szale podążania za więcej-więcej ignorujemy i pomijamy. A czasem nawet staramy się o nim zapomnieć. Bo nie jest idealny. Bo nie spełnia katalogowych oczekiwań. Bo ma rysy, czasem bardzo głębokie. Bo jest kulą u nogi. Ciężki jak głowa po Kortowiadzie.
Bo się go wstydzimy.
Bo chcielibyśmy inaczej.
Tymczasem tak się nie da.
On jest w nas i potrzebuje zaopiekowania. A jak już zostanie zaopiekowany, to się odwdzięcza z nawiązką.
Luzem, radością, wolnością, wdzięcznością, uśmiechem i chęcią działania.
A jeśli zostanie zaopiekowany, to przestaniesz się martwić o to, co może być, kiedy przestaniesz rozpamiętywać to co było. Dostrzeżesz, że masz wszystko czego Ci dziś potrzeba.
Czy trudno jest się zaakceptować? Niektórym bardzo. Pomaga w tym ciekawość. Włączana celowo. I zrozumienie.
Mnie pomogł projekt, który realizowałam w klubie Toastmasters. Projekt w którym miałam za zadanie opowiedzieć historię i nauczyć się technik storytellingowych. Chciałam opowiedzieć najpiękniejszą historię. Użyć technik krasomówczych, obrazowego słownictwa, kontrastów, zawieszeń, zwrotów akcji… Inspirację znalazłam w życiu. Opowiedziałam historię mojej mamy. To było oczyszczające.
Gdy dziś patrzę na to przemówienie, myślę sobie: co gdyby wszystkie moje bolesne historie tak ubrać w słowa? Czy pozwoli to na pozbycie się trudnych emocji? Czy oczyści mnie? Czy rozwiązaniem byłoby podzielenie się tymi historiami z innymi? Czy zechcieliby słuchać?
Tylko po co?
Dla własnego oczyszczenia. Tylko czy jestem na tyle odważna?
Jest taka metoda pracy z emocjonującymi/traumatycznymi wydarzeniami
Opisał ją Andrew Huberman w jednym ze swoich podcastów.
- wybierz niezwykle wymagające wydarzenie ze swojej przeszłości
- pisz bez przerwy przez 15-30 minut o tym wydarzeniu
- napisz co się faktycznie wydarzyło, jak to oceniłeś, widziałeś i jak sie czułeś – wszystkie meocje i uczucia na jego temat
- nikt nie będzie oglądał Twojego tekstu z wyjątkiem Ciebie – więc bądź wolny i bezpieczny by pisac wszystko co myslisz i czujesz
- możesz pisać odręcznie lub na komputerze
- możesz zniszczyć zapis, jak tylko go napiszesz – on nie będzie Ci potrzebny
- pisz o tym wydarzeniu przez 15 minut – 4 razy – może być dzień po dniu, lub co tydzień przez 4 tygodnie
To ćwiczenie zgodnie z przeprowadzonymi badaniami uwalnia, poprawia Twoje relacje z sobą samym, wpływa nawet na lepsze zdrowie fizyczne – poprawia się odporność na choroby. Z pewnych źródeł wiem, że działa.
A co potem?
Dostrzeż, że masz wszystko czego Ci potrzeba. Podzielę się z Tobą pewną medytacją. Wysłuchaj i powiedz co poczułeś? To dla mnie ważne.
Zauważ, że masz już tak wiele! Nie ma potrzeby bać się, że czegoś jest za mało. Masz tyle, ile Ci dziś potrzeba. W tym momencie.
A gdy będziesz gotów dać z siebie więcej i sięgnąć po więcej zapraszam do Letniej Szkoły Pewności Siebie. Tu będziemy używać tych wszystkich narzędzi z mojej zbrojowni. Czeka Cie intensywna praca – ale niesamowicie satysfakcjonująca. Za te 8 tygodni będziesz umieć z pewnością siebie opowiadać, występować, stawać w obronie, prezentować i biec po swoje! Poznasz siebie i swoje możliwości i będziesz dumnie z nich korzystać. Zapraszam tu.
—
Pomagam osobom, które chcą nabrać pewności siebie, wiedzieć, że to co robią ma sens i im służy. Prowadzę sesje coachingowe.
Pomagam zespołom się dogadać. Szkolę z feedbacku i komunikacji.
Pomagam mówić do rzeczy w czasie wystąpień. Mentoruję mówców.


No responses yet