Gdzie czujemy się wystarczająco bezpieczni, by być sobą?
Czasem wchodzimy do jakiegoś miejsca – biura, sali szkoleniowej, czy czyjegoś domu – i czujemy, że możemy tam odetchnąć. Coś w powietrzu, spojrzeniach ludzi, ich sposobie bycia mówi: Tu możesz być sobą. Nawet jeśli masz dziś słabszy dzień. Nawet jeśli coś Cię poruszyło. A czasem wręcz przeciwnie – jest pięknie, profesjonalnie, miło… ale jakoś dziwnie sztywno. Jakby nasze emocje musiały zostać za drzwiami.
Ostatnio ktoś mi powiedział: „Przy Tobie czuję, że mogę to powiedzieć.” Zaczęłam się zastanawiać:
co sprawia, że w jednych miejscach i przy niektórych ludziach możemy pokazać nasze emocje, a w innych nie?
Nie chodzi tylko o „miłych” ludzi. Ja zdecydowanie do najmilszych nie należę. To bardziej złożone. Czasem to kwestia zaufania, czasem energii przestrzeni, a czasem naszej własnej gotowości. Oto kilka rzeczy, które – z mojej perspektywy – robią różnicę:
- Jakość relacji – zaufanie i brak oceniania – przy ludziach, którzy słuchają z otwartością, łatwiej mówić prawdę. Jeśli czujesz, że ktoś Cię nie oceni, nie wyśmieje i naprawdę słucha, łatwiej otworzyć się emocjonalnie. W relacjach pełnych zaufania naturalnie pojawia się przestrzeń na autentyczność.
- Atmosfera i energia miejsca – niektóre przestrzenie mają „miękką”, ciepłą atmosferę, inne są chłodne, oficjalne, napięte. To może mieć związek z ludźmi, którzy tam przebywają, ale też z przeszłymi doświadczeniami, które zostawiły tam swój ślad.
- Normy i kultura grupy – czy emocje są w niej „dozwolone”? Czy są miejscem siły, czy może słabości? Jeśli grupa (rodzina, zespół, środowisko) daje ciche przyzwolenie na emocje, pokazuje, że są one okej, to my też czujemy, że możemy być sobą. Jeśli emocje są tłumione lub bagatelizowane – uczymy się je chować.
- Wewnętrzne przekonania – czasem to my sami nosimy w sobie zakaz: „Nie płacz”, „Nie okazuj złości”. Nie jesteśmy gotowi, by coś poczuć lub powiedzieć. Albo mamy już w sobie zapisane, że „tu nie wolno”, nawet jeśli rzeczywistość się zmieniła.
- Uważna obecność drugiego człowieka – jedno spojrzenie, jeden gest potrafi stworzyć bezpieczną przystań. Wystarczy obecność, uważność, spojrzenie, które sprawiają, że czujemy się „zobaczeni” i bezpieczni.
I to prowadzi mnie do kolejnego pytania, które często słyszę (i często też zadaję – ciekawa tego jak ludzie, którzy mnie otaczają je odczuwają):
czy emocje mają miejsce w pracy? Czy pokazywanie ich jest okej?
Odpowiedź brzmi: to zależy. Ale świat się zmienia – i to bardzo.
Pokazywanie emocji w pracy to wciąż delikatna sprawa, ale coraz częściej mówi się o tym, że emocje są ludzkie, a nie „nieprofesjonalne”. Wszystko jednak zależy od kontekstu i kultury miejsca.
W firmach, które promują empatię, komunikację i rozwój, emocje nie są już „niewygodnym dodatkiem”. Są częścią tego, kim jesteśmy. W zespołach, gdzie ludzie sobie ufają, pojawia się przestrzeń na autentyczność: ktoś powie, że czuje się zagubiony, ktoś inny – że jest dumny i wzruszony. To są momenty, które zbliżają. I które budują kulturę opartą na człowieczeństwie.
Ale oczywiście, są też miejsca, gdzie emocje nadal są ryzykiem. Gdzie łatwo usłyszeć: „To nieprofesjonalne”, „Trzeba być twardym”, „To nie miejsce na takie rzeczy”, czy „Od tego jest terapia”. I wtedy chowamy to, co żywe. A potem dziwimy się, że brakuje energii, zapału, sensu.
Kiedy emocje w pracy są dobrze widziane?
- W kulturach wspierających autentyczność – np. firmy, które stawiają na empatyczne przywództwo, feedback, rozwój osobisty. Tam emocje są postrzegane jako coś, co wspiera relacje i buduje zaufanie.
- W zespołach o wysokim zaufaniu – gdzie ludzie znają się dłużej, jest szacunek, nikt nie „wykorzysta” emocji przeciwko Tobie.
- Gdy emocje są wyrażane świadomie i konstruktywnie – np. „Czuję się zestresowana, bo bardzo mi zależy na tym projekcie” – to buduje, a nie burzy.
A kiedy może to być źle odebrane?
- W hierarchicznych, chłodnych środowiskach – gdzie „profesjonalizm” jest rozumiany jako brak emocji.
- Gdy emocje są gwałtowne, niekontrolowane – np. wybuch złości, płacz w środku zebrania bez kontekstu – ludzie wtedy nie wiedzą, jak reagować.
- Gdy emocje są interpretowane jako słabość – niestety, nadal się to zdarza, zwłaszcza w niektórych branżach.
Byłam w sytuacjach, w których pokazanie emocji – np. przyznanie się to lęku i niepewności – zbudowało ogromne zaufanie i więź. Ale też sama byłam tą osobą, która zamknęła się na długo, bo moje łzy zostały skomentowane z ironią.
Więc co można zrobić, żeby budować kulturę, w której emocje są dobrze widziane?
Nie uważasz, że juz w samym brzmieniu tego pytania jest troska o ludzi i relacje? Budowanie takiej kultury to proces, ale zdecydowanie możliwy. Nie trzeba od razu rewolucji. Czasem wystarczy być tą jedną osobą, która:
- pyta: „Jak się z tym czujesz?” Nie tylko „co poszło dobrze/źle”, ale: „Co Cię poruszyło w tej sytuacji?”. Takie pytania oswajają emocjonalność.
- zaczyna spotkanie od krótkiego check-inu. Nie wszystko musi być oficjalne. Zacznij od: „Z czym dzisiaj jesteś?”, „Jaki masz poziom energii? Zaproponuj warsztaty o emocjach, dawaj feedback, pielegnuj wspólne rytuały – to pomaga budować bliskość.
- mówi o swoich emocjach z czułością i odwagą. Jeśli sama pokazujesz emocje (w sposób spokojny, świadomy), mówisz o nich, nazywasz je, dajesz tym przykład. Ludzie patrzą i czują, że tu można być człowiekiem.
- reaguje z empatią, gdy ktoś inny się otwiera. Bezpieczeństwo psychologiczne to fundament. Jeśli ktoś wie, że może się pomylić, mieć gorszy dzień, wyrazić obawę – wtedy też będzie umiał pokazać emocje. Jeśli ktoś się otworzy, a reakcja będzie chłodna lub oceniająca – zamknie się na długo. Czasem wystarczy: „Dzięki, że się tym podzieliłaś”.
- daje przestrzeń, a nie gotowe rozwiązania.
Można też organizować mikro-warsztaty, wprowadzać emocjonalny język do feedbacku, pisać o tym wewnętrzne newslettery, rozmawiać. Edukować. Pokazywać, że emocje to nie przeszkoda – to źródło informacji, więzi i sensu.
I najważniejsze – zacząć od siebie. Bo gdy my sami czujemy, że nie musimy niczego udawać, że możemy być sobą z całym pakietem emocji – to zapraszamy do tego innych.
Wierzę, że warto. Nie tylko po to, żeby „przyjemniej się pracowało”. Ale po to, żeby miejsce pracy było miejscem życia – a nie maski. Czy warto?
Czy warto budować kulturę, w której emocje są mile widziane?
Zdecydowanie tak. I to nie tylko „dla zasady”. Oto dlaczego – z serca i z doświadczenia:
1. Bo ludzie chcą być sobą: Coraz więcej osób ma dość udawania. Pragną autentyczności – także (a może zwłaszcza) w pracy, gdzie spędzamy ogromną część życia. Miejsca, w których można czuć, przyciągają i zatrzymują ludzi z pasją, z sercem, z potencjałem.
2. Bo emocje i zaufanie przekładają się na jakość pracy: To nie są tematy „miękkie i nieistotne”. Gdy ludzie sobie ufają, lepiej się dogadują, szybciej rozwiązują konflikty, są bardziej kreatywni. Pracują nie tylko głową, ale też z zaangażowaniem. Czują sens.
3. Bo dzięki temu tworzy się zdrowa atmosfera: W miejscu, gdzie można mówić o tym, co się czuje – jest mniej napięcia, mniej wypalenia. Jest więcej luzu, więcej prawdziwych rozmów, więcej współpracy. Zespół to przecież nie tylko lista zadań – to relacje.
4. Bo Ty możesz być tą osobą, która coś zmienia: Nie musisz od razu zmieniać całej firmy. Czasem wystarczy jedno „jak się masz?”, jeden moment zatrzymania, jedna prawdziwa rozmowa. To działa – i to się rozchodzi jak kręgi na wodzie.
5. Bo świat naprawdę tego potrzebuje: Więcej empatii, więcej uważności, więcej ludzkiego tonu – nawet (a może szczególnie) tam, gdzie królują deadline’y, KPI i wyniki. To jest możliwe. I to robi różnicę.
Co jednak
gdy w Twoim miejscu pracy emcje nie są mile widziane?
Znajdź swoją „bezpieczną przestrzeń” – choćby małą. Może to nie cały zespół, ale jest jedna osoba, z którą możesz być sobą. Zacznij od niej. Twórz mikrokulturę bliskości tam, gdzie się da.
Dziel się emocjami w sposób świadomy, nie „wylewnie”. Mów: „Czuję złość, bo ta sytuacja jest dla mnie ważna” zamiast np. milczenia albo wybuchu. Pokazujesz emocje jako coś, co ma sens i znaczenie, a nie coś, co „przeszkadza”.
Dawaj dobry przykład. Gdy ludzie widzą, że można mówić o emocjach spokojnie i z szacunkiem – zaczynają się uczyć. Może nie od razu, ale coś się w nich porusza.
Zadbaj o swoje emocje poza pracą. Jeśli w pracy jest trudno, to ważne, by gdzieś indziej mieć przestrzeń na emocje: w relacjach, na spacerze, w pisaniu, terapii, grupie wsparcia. Bo tłumienie ich wszędzie jest nie do uniesienia.
Rozmawiaj o emocjach przez „pryzmat wartości”. Zamiast mówić: „Chcę pokazywać emocje”, możesz powiedzieć: „Zależy mi na lepszej komunikacji”, „Widzę, że szczerość pomaga nam szybciej rozwiązywać problemy”, „Chciałabym, żeby było więcej zaufania i zaangażowania”. To łagodniejszy język, który otwiera ludzi na zmianę.
Daj sobie zgodę na to, że nie wszyscy są gotowi. Nie zawsze da się zmienić całą kulturę organizacyjną – i to nie Twoja odpowiedzialność. Ale możesz tworzyć kawałek świata, w którym emocje mają miejsce.
Wierzę, że się da!
A Ty? Jakie masz doświadczenia z emocjami w pracy? Czy są mile widziane? Czy masz w sobie przestrzeń, by je pokazywać – i przyjmować je od innych?
Jeśli chcesz porozmawiać o tym, jak budować takie środowisko w swojej firmie, zespole albo w sobie – z przyjemnością Cię wesprę. Napisz do mnie lub umów się na niezobowiązującą rozmowę: 668 127 403
Jeśli masz ochotę, odpisz na tego maila i daj znać, co Cię poruszyło. Lubię te rozmowy.
Uściski,
Agnieszka


No responses yet